poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Moje zbiory

Jedno z dobrodziejstw lata na wsi..... domowe, dzałeczkowe dobroci....

 

Z malinek oczywiście powstał soczek na zimowe dolegliwości (tfu, tfu, odpukać)....




Szarloteczka z domowych jabłuszek, nie pryskanych, ekologicznych...





Placuszek powiedzmy, że ucierany z wisienkami i kruszonką... MMmm.....




Grzybki z naszej działki, te maślaczki trafiły akurat do naszej jajeczniczki, ale mam już sporo zamrożonych, kozaczków, podgrzybków różnej maści... Mniam, mniam....


7 komentarzy:

  1. same pysznosci,w dodatku ze swojego ogrodu,na pewno smakuja najlepiej:)
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wisienek i jabłuszek mam dość (zwłaszcza zbierania). Nie mogę na nie już patrzeć :-( Ale grzybki...!!!!Mniam! Pychota! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. my też już zbieramy plony. A cukinie to nam takie obrodziły, że nie wiemy co z nimi robić ;-)

    na maliny czekamy, ale już są całkiem duże, chociaż jeszcze niedojrzałe.

    OdpowiedzUsuń
  4. A w tym wszystkim najważniejsze jest to, że się wie, co się je :DDDDD
    (W przeciwieństwie do klientów sklepów.)


    Pychota!

    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  5. I wszystko ma zupełnie inny smak...

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafiłam na Twój blog przypadkiem i... pochłonął mnie :)historia tego niesamowitego domu, remontów, problemów, zlotów i upadków, narodzin i wzrostu :) a między tym wszystkim tyle miłości, że aż trudno się nie wzruszyć! Pozostaje tylko życzyć, żeby tego szczęścia i piękna nigdy nie ubyło :) a blog jest wprost cudowny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rety, nigdy chyba na to w ten sposób nie patrzyłam... dziękuję za te miłe słowa...

    OdpowiedzUsuń