poniedziałek, 5 listopada 2012

Ostatnie zdjęcia wczesnej jesieni (04.10.2012)

Piszę ostatnie zdjęcia, bo ostatnie z mojego aparatu... w ten dzień, migawka powiedziała "dość, idę na emeryturę" i skończyło się dobre. Więc znów nie złapałam jesieni w jej pięknej szacie w naszych krzaczkach. 

W ten dzień podglądałyśmy wiewiórki z Anielką, jak buszują w naszym koszyku z orzechami. Przychodziły dwie, na zmianę i nic sobie z nas nie robiąc, wybierały orzeszki. 






A nasza Aniela, coraz lepiej śtupta, wszystko ją interesuje, zachwyca... to nie samowite jak dla takiego dzieciaczka wszystko jest nowe i pierwsze....







poniedziałek, 22 października 2012

Urodzinki (30.09.2012)

Strasznie długo zwlekałam z następnym postem, ale tak to jest czasem... jest czas, czasem tego czasu nie ma, (hi hi) a czasem po prostu chęci, albo innych jeszcze rzeczy powodujących, że siadamy do komputera i piszemy... ja miałam właśnie taki okres....

Niestety dodatkowo, zepsuł mi się aparat i są to jedne z ostatnich zdjęć, jakie zrobiłam... Naprawa z tego co orientowałam się w serwisie, kosztować będzie ok 700zł.... nie stać mnie... Bogu dzięki, że na urodzinkach Naszej kruszynki jeszcze w miarę działał....

Upiekłam pierwszy w moim życiu tort... pierwszy tort, na pierwsze urodzinki.





I tak ten czas leci, niedawno wam przedstawiałam moje małe szczęście, a tu już rok minął i Anielka jest już małą panieneczką....

czwartek, 13 września 2012

Domowe wyroby

Dzięki mojej Anielce, ciągle się uczę... ostatnio przykładowo, zrobiłam domową wędlinkę i pasztecik... Co dać malutkiemu dziecku na śniadanko ? Wędliny sklepowe naszpikowane są konserwantami, solami i Bóg wie czym jeszcze... więc co mi pozostało ? 

Spróbowałam i okazało się, że nie jest to takie trudne... 
 
Akurat dostałam łopatkę wieprzową (niestety kupną, ale czyste mięcho)... połowę zjedliśmy w sosiku, a na drugą część miałam inny plan... 

Wsadziłam ją do oliwy, w której wcześniej wymieszałam zioła... posiedziała sobie tam cały dzień, noc i pół następnego dnia, oczywiście obracana, by z każdej strony nabrała aromatu.... a potem, na godzinkę do piekarnika.... po wyjęciu pod folię....  Pychotka.... i zdrowa...
 



Pasztecik ? W zamrażarce siedział sobie królik.... taki wiejski, domowy, nie na sterydach.... (kurcze przeczytałam, co napisałam i troszkę brutalnie to brzmi, ale co począć, króliczek, najdelikatniejsze mięsko dla dziecka). 

Pomyślałam sobie o paszteciku... i jak pomyślałam, tak zrobiłam... poszukałam przepisów w internecie, ale na koniec zrobiłam po swojemu... 

Mięsko ugotowałam z MAŁĄ ilością soli (pamiętając, że to dla roczniaka), potem odlałam wodę dodałam jarzynki (co kto lubi, akurat ja podstawę: marcheweczka, pietruszka z natką, kalarepka, troszeńkę brokuła i kalafiorka), gotowałam aż jarzynki zmiękną, podsmażyłam cebulkę, potem wszystko przez maszynkę do mięsa, jajka, bułka tarta (w sumie chyba powinna być normalna, zamoczona w wywarze, ale akurat nie miałam), troszeńkę pieprzu do smaku i do pieca na godzinkę.... 

Mniam, mniam.... polecam....





poniedziałek, 3 września 2012

Przyszły taras

Zaczęliśmy w końcu budowę tarasu. Oczywiście wszystko własnymi siłami, ja wykopałam rabatę, Piotruś dziurę... na to pójdzie pewnie żwir i "kostka" drewniana.... tzn. krążki drewniane... na razie pewnie zostanie żwirek, bo drewna mamy trochę za mało i wciąż myślimy w czym je zaimpregnować, żeby za dwa lata nam nie zgniły.

Widok od strony domku





Widok w stronę domku







Nie wiem czy zauważyliście, ale domek wreszcie obieliliśmy, Piotruś zrobił śliczne parapety, a ja dbam, aby nie stały puste... Na około domku jest opaska ze żwirku, posiana trawka i od razu jakoś czyściej się zrobiło....







No i nasza pociecha... koniecznie chce oberwać kwiatuszki śmierdziuszkom...


sobota, 1 września 2012

Grzybki

A o to dowód, że na naszej działeczce,to jednak jest już jesień.... strasznie ją już czuję.....