wtorek, 25 stycznia 2011

Bajzel

W trakcie tych wszystkich remontów, wszystkie nasze rzeczy musieliśmy przenieść do jednego pokoju.. To było straszne, zwłaszcza gdy nie miałam szafy... Wszędzie bałagan, nigdzie ruszyć się nie dało... Pomału naprawdę zaczynałam mieć dość...



sobota, 22 stycznia 2011

Szambo (06.11.2010)

No zaczęliśmy myśleć, żeby zrobić w końcu kibelek, ale do tego trzeba szamba, zresztą całą resztę typu prysznic, zlew itd też trzeba gdzieś odprowadzać... i się zaczęło... Zmobilizowaliśmy mojego szwagra Grześka, he he... do brudnej roboty....









No muszę powiedzieć, że chłopaki odwalili KUPĘ dobrej roboty. Samo wykopanie tego dołu , było dla mnie niesamowitym wyczynem.....

piątek, 21 stycznia 2011

Sieroty

Oprócz mojej "Zmory" zaczęłam dokarmiać 4 sieroty... Na początku myślałam, że to dwa koty, potem okazało się, że jednak 4... Wszystkie czarno-białe, jeden raczej szaro-biały... Przychodzi jeszcze taki rudy kocur, ale on raczej się tu nie stołuje... jeszcze... 



 
Szczerze powiedziawszy nie miałam zamiaru ich dokarmiać, bo bałam się (wciąż się boję), że będzie ich przychodzić coraz więcej i zaraz będę mieć schronisko (tak powiedział mój Piotruś), ale gdy zobaczyłam jak jeden z nich wyjada otręby, które nasypałam ptakom, to zrobiło mi się ich tak strasznie żal... 



Na ostatnim z moją zmorą...

Stwierdziłam, że i tak przyłażą do mojego kompostownika, gdzie wyrzucam odpadki z domu, to co mi szkodzi wyłożyć im co lepsze do miski... nalewam od czasu do czasu mleko...ostatnio dostałam cały wór karmy dla psów, którego te psy nie bardzo chcą jeść (moja kotka tym bardziej, nawet zgryść nie mogła), zalewam wodą albo mlekiem, żeby rozmokły i koty pałaszują, aż im się uszy trzęsą....

To taka zapłata za łapanie myszy w stodole....



środa, 19 stycznia 2011

Dalszy ciąg drogi + WODA... (30.10.2010)

Można zaśpiewać  " Ta droga długa jeeeest, nie wiadomo czy ma kreeees..." Rety strasznie dużo roboty jest przy niej i w dalszym ciągu nie jest skończona... Tu poprawiany był wykop i robiony drenaż, a przede wszystkim robiony był wykop pod wodę... 
Ja byłam w tym czasie w pracy, a gdy przyszłam, myślałam, że się rozpłaczę... Mój trawnik zrujnowany, przez środek ślicznej łączki przeszła gigantyczna nornica....




O to nornica i zrujnowany trawnik.....ech, remonty wymagają ofiar



Ale bardzo mi się spodobało, że pan koparkowy, nie był jakimś rzeźnikiem i gdy na jego drodze stanęła moja rabatka, która była między tym dużym cisem a świerkiem srebrzystym, wziął ją na łyżkę, woził cały dzień a na koniec kulturalnie ją "wysadził" tak, że kwiatom praktycznie nic się nie stało, musiałm je tylko posadzić w innym miejscu....







Powyżej, dren... a poniżej moja kicia " Zmora", która żadnego remontu nie opuści, wszystko musi nadzorować...



Było to tragiczne przedsięwzięcie i nieco spustoszyło naszą działkę, ale konieczne... Woda w domu musi być.... Na wiosnę posieje się trawnik i wszystko będzie dobrze, mam nadzieję...

sobota, 15 stycznia 2011

Dach cd. Dachówka (25.09.2010)

Z dachówką też mieliśmy problemy... Naglił nas czas i pogoda  (wiecie jakie lato było w tym roku kapryśne), a my czekaliśmy, czekaliśmy i czekaliśmy, a gdy już nasza cierpliwość się skończyła, zaczęliśmy dzwonić... Okazało się, że skład się pomylił i wysłali naszą dachówkę gdzieś na drugi koniec Polski... W końcu się wkurzyliśmy... Bogu dzięki, rodzice mojego Piotrka rok wcześniej kupili identyczną dachówkę. Stwierdziliśmy, że zaczniemy kryć ich, a gdy dojedzie łaskawie nasza, to im oddamy...

I wzięliśmy się do roboty, tzn chłopaki, bo ja robiłam zdjęcia i obiadki....







czwartek, 13 stycznia 2011

Z ostatniej chwili : wiewiórka

Budzę się dziś rano i słysze tuptanie... Prawie jak z filmu "Znaki", zwłaszcza przy naszej nie wygłuszonej podłodze z jednej deski na poddaszu... Myślę: jakaś mysz... Szybko kota pod pachę i po schodkach, otwieram nasz prowizoryczny włazik ( poddasze nie wykończone ), a tam ruda kita biega tam i z powrotem... Bidusia wlazła nam na poddasze.


Z jedenj strony bidusia, a z drugiej jak ten gryzoń dostał się pod dach? Przecież wszystkie dziury poupychane, grzebienie pozakładane, bo już znamy dobrze historie z kunami, łaskami gnieżdżącymi się w wełnie....itp.


Teraz tak jak tam wejść i otworzyć jej okna, żeby wyszła...? Biedna była chyba zdenerwowana bo naprawdę biegała jak głupia... Stwierdziłam, że poczekam, aż się uspokoi, nie chciałabym być spryskana jej słynną substancją, albo podrapana, czy pogryziona... No, ale czekam i czekam, zrobił się cicho.. Nie wytrzymałam, musiałam wziąć aparat... Popstrykałam, otworzyłam okno, jeszcze chwilke popstrykałam. Szkoda, że tak ciemno było, ani słoneczka, ani nic... i nie wiele widać...


Ale zaraz patrzę, a tu druga...( niestety nie udało mi się pstryknąć im obu zdjęcia ) No to pięknie... i powiem wam, że wcale nie miały ochoty wychodzić, przełaziły koło otwartych okien nic sobie nie robiąć, łaziły po krokwiach, demolowały wełnę.


Chyba w końcu przestała im się podobać moja obecność, a może bardziej aparatu i jedna wyszła... a druga ? Nie wiem, jest cicho, nie widziałam w prawdzie, żeby też wyłaziła, ale może poszła za tą drugą, a może faktycznie widziałam tylko jedą, cały czas tą samą, bo z za tego włazu to ciężko było...Zobaczymy w nocy, czy będzie coś tuptać...


środa, 12 stycznia 2011

Choinka

Nie długo trzeba będzie pewnie rozebrać piękną, zieloną panią... Powolutku zaczyna się sypać, dlatego szybko zrobiłam jeszcze kilka zdjątek. W końcu jeszcze karnawał, to choinka chyba aktualna... oto moja  w innej odsłonie...






sobota, 8 stycznia 2011

Dach cd. (16-18.09.2010)

No i jak widać.... Pracy część dalsza... Foliowanie, łacenie i wykończenia. Jak wracam do tych zdjęć, to juz tak bardzo chcę wiosnę, a tu odwilż przyszła, śnieg stopniał i odkrył to nasze całe pobojowisko... Strasznie to wygląda, może jak na wiosnę pojawią się kwiaty, to trochę złagodzą ten "krajobraz księżycowy"
A na razie zdjęcia z pracy na daszku: