środa, 31 sierpnia 2011

Przerwa - intensywne prace (30.07 - 27-08.2011)

No znów niezła przerwa...ale cóż, czas jest nieubłagany...biegnie bardzo szybko...U nas remont dalej pełną parą, a raczej trwał by pełną parą gdyby właśnie, nie ten nieubłagany czas... 

Piotruś wszystko robi sam...i to dopiero po pracy, więc wiele czasu nie ma... Chcieliśmy wyremontować poddasze przed przyjściem na świat naszego dzidziusia, ale niestety gdy wzięliśmy się za prace , szybko zorientowaliśmy się, że jest to nie możliwe... Pewnie większość z was wie jak jest z remontami, a co dopiero w starych domach...to jak lawina...jedno pociąga za sobą drugie...

1. Trzeba było ściągnąć podłogę i ją wyczyścić, nafelcować, pomalować, i nabić jeszcze raz, potem na to deski od góry (których nie mamy)...



2. Trzeba pamiętać, że w podłodze będą szły wszystkie prądy, a w domu trzeba zrobić całą nową instalację, bo jest już strasznie stara i niebezpieczna (zwłaszcza przy drewnie), więc trzeba rozkuć ściany w salonie i zaprojektować gniazdka, włączniki bla bla, wpuścić peszle z kablami, zatynkować...

3. Ale to jak już robimy bajzel w salonie, to może odkryjemy tą drewnianą ścianę, żeby ją było widać, bo później już nie będziemy rozkuwać drugi raz już ładnych pomalowanych ścian. 






No to teraz, co zrobić z tą ścianą, belki takie sobie, nie bardzo zdrowe, czy zostawiać, czy zakryć z powrotem...? 



Myślimy, myślimy..............



4. Zostawiamy... No i dodatkowa robota... trzeba wyczyścić, wzmocnić, wymienić jedną belkę, wstawić nowe nadproże, dostawić filary, bla bla bla bla.... wypełnić czymś między..... i tak dalej i tak dalej.....








Oczywiście nad całością, cały czas czuwała moja kicia, jakże by inaczej....



5. No, ale skoro podłoga jest rozebrana , to trzeba zrobić od razu  z kominkiem, żeby w niej poprowadzić rury z ciepłym powietrzem do ogrzewania całego domu, a nie tylko salonu, no to i tu znów bajzel....




6. Teraz, żeby zrobić jakieś tynki, czy gładzie, czy coś, to trzeba zeskrobać to, co było wcześniej, bo tam wapnem było malowane, czy Bóg wie czym, żeby nam potem nie odparzyło ścian... no to zabawa  w skrobanie, gruntowanie, potem gładzie...


Osobiście mam już dość......choć ja w tym wszystkim i tak mam najmniej do powiedzenia, wszystko biedny Piotrek robi własnymi siłami ( i czasem  siłami brata, kuzyna, siostry lub szwagra ) i boję się, żeby mi się ten chłopina w końcu nie zarobił... Wszystko na raz, tu zaczęte, tam zaczęte, tam nie skończone i tu też.... ale jak już skończymy..... Ech....

4 komentarze:

  1. No wreszcie :) nie karz na siebie więcej tak długo czekać :) a na marginesie KOT JEST REWELACYJNY! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Będzie pięknie! juz mi się podoba!
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie k-home.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiamy front robót. Imponująco!


    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń