czwartek, 14 lipca 2011

Historia działeczki

Sama do końca jej nie znam... wiem, że sama działka należała dawno, dawno temu do jakiejś rodziny, siódmej wody po kisielu, a nawet dalej do mojej teściowej.... Mama pracowała w Krakowie u pewnej pani Bożeny, nieco starszej od niej, która wzięła ją pod swoje skrzydła w pracy... zaprzyjaźniły się dość mocno i mama w jakiś sposób nagrała jej tą działeczkę. 


Pani Bożena wraz z mężem, Panem Olkiem kupili stary dom ze stajnią i stodołą wraz z otaczającym terenem... Dom rozburzyli ,gdyż podobno nie nadawał się nawet do remontu, klepisko, bez prądu, stary, wiejski dom z kurną chatą, jeśli wiecie co to jest, ale myślę że tak... Ze stajni - wozowni zrobili domek, prowizoryczny, gdyż prawdziwy dom miał stanąć na miejscu stodoły... Jednak z biegiem czasu domek ze stajni był remontowany, upiększany i tak został do dziś.... a stodoła Bogu dzięki stoi nadal i dodaje uroku działce... 


Pani Bożena i Pan Olek przyjeżdżali tu na wieś wyłącznie na wakacje i w wolne dni, normalnie mieszkając w domku szeregowym w Krakowie... Tak więc w zimie domek stał pusty, a od wiosny do jesieni przyjeżdżali tutaj i odpoczywali... 


Niestety czas biegł dalej i powoli zdrowie nie pozwalało im przyjeżdżać na tak długo i opiekować się tym wielkim przecież jak dla starszych ludzi ogrodem i domkiem... Teściowie i ja z mężem zaczęliśmy im pomagać, plewienie, koszenie, obcinanie krzewów, wszystko co się dało, usuwanie gałęzi po wichurach, zgarnianie śniegu w zimie żeby dach wytrzymał.... itd. 


Zakochałam się w działce od pierwszego wejżenia i stękałam do niej za każdym razem gdy tam przyjeżdżaliśmy... Pewnego dnia Pani Bożena wspomniała coś o sprzedaży... Nasze uszy odrazu to wychwyciły... Po pewnym czasie sprzedaż, coraz częciej pojawiała się w ustach pana Olka... w dodatku on mocno podupadł na zdrowiu i przestali przyjeżdżać na dłużej na działkę... I pewnego dnia ,mój Piotruś powiedział, że jakby naprawdę chcięli sprzedać działkę, to żeby dali Nam wcześniej znać... Jak to usłyszałam, zaświeciły mi się gwiazdki w oczach... 


....i tak po małych kroczkach potem po różnych kłopotach z formalnościami, uregulowaniem własności i prawnych spraw, problemami z kredytami, odkupiliśmy działeczkę... tak po prostu, oboje z Piotrkiem wiedzieliśmy, że chcemy tu mieszkać i żyć.... nawet długo nie rozmawialiśmy na ten temat, nie było podejmowania decyzji, pytań o pieniądze, wiedzieliśmy, że jakoś to będzie.... i jest.... Jestem tak szczęśliwa, że mamy swoje gniazdko, właśnie tu.... 


Pani Bożena i Pan Olek łatwiej przeżyli tą tranzakcje, wiedząc, że działka poszła w dobre, znajome ręce, że ogród nie zamieni się w kostkę brukową, tylko ktoś będzie dbał o te wszystkie ich lata pracy, które tu włożyli... Mam nadzieję, że sprostam tym różnym oczekiwaniom i ich nie zawiodę...

4 komentarze:

  1. Piękna historia. Z całą pewnością sprostacie zadaniu, tym bardziej, że to WASZE miejsce na ziemi. A jak dajecie sobie radę widać gołym okiem - wspaniale!
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję z całego serca za tę opowieść. Życzę Wam samych najpiękniejszych dni w tym domku. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno sprostacie. Poprzedni właściciele naszego domu, też oddawali go z ciężkim sercem, oni akurat byli młodzi, ale dostali pracę daleko od Olsztyna i nie mogliby dojeżdżać. Wasz Domek i Ogród pięknieją z każdą chwilą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za ciepłe słowa, przed nami jeszcze wiele, wiele do zrobienia i pewnie do końca życia będziemy wciąż coś poprawiać, remontować, kombinować, ale to jest właśnie urok domu prawda... ?

    OdpowiedzUsuń